Przejdź do głównej zawartości

BYŁ SOBIE PIES - W. Bruce Cameron [recenzja]


Był sobie pies autorstwa W. Bruce Cameron to jedna z niewielu powieści obyczajowych goszcząca na mojej półce. I nawet jeśli nie gustuję w tego typu książkach to dla niej zrobiłam wyjątek, bo po pierwsze jestem ogromnym psiarzem, a po drugie to prezent od przyjaciela. I muszę przyznać, że lektura okazała się cudowną odskocznią od dotychczas czytanej przeze mnie literatury.

Fabuła jest dość zaskakująca i przyznam szczerze, że początkowo byłam lekko zdezorientowana. Już tłumaczę dlaczego. Pies, którego historię poznajemy w tej lekturze, odradza się w niej trzy razy. Za każdym razem, umierając i rodząc się ponownie pamięta wszystkie wydarzenia z poprzednich żyć. Poznajemy zatem Tobiego, który jako szczeniak trafia do zagrody razem ze swoją mamą i rodzeństwem, a następnie do schroniska, w którym zostaje uśpiony. Jego życie trwa krótko, ale nie należy się smucić, ponieważ odradza się on pod postacią goldena retrivera i trafia do cudownego domu. Jego panem zostaje chłopczyk - Ethan, który nadaje mu imię Bailey. Od tej pory stają się nierozłączni. W tym domu czworonóg poznaje co to znaczy kochać i jak to jest być kochanym. Razem z chłopcem przeżywają wiele codziennych perypetii. Mijają lata, i w końcu nadchodzi kres życia Baileya. Tymczasem czworonóg ponownie się odradza. Jest zdziwiony ponownym powrotem do życia, zaczyna szukać sensu swojego istnienia i odpowiedzi na pytanie dlaczego wciąż odradza się na nowo.

Z każdą przeczytaną kartką zakochiwałam się coraz bardziej w uroczym czworonogu, a książka podobała mi się jeszcze mocniej! Ogromnie przeżywałam wszystkie sytuacje, w jakich znalazł się psiak. Byłam tak pochłonięta lekturą, że ciężko było mi się od niej oderwać nawet na chwilę! Ten kto myśli, że jest to zwykła, ckliwa książeczka dla bab, jest w ogromnym błędzie. Jest to bardzo mądra i przemyślana pozycja literacka, nie tylko chwytająca za serce, ale i skłaniająca do refleksji. Autorka wpletła w treść rzeczywiste momenty, które aktualnie dzieją się na całym świecie. Niektóre bardzo przykre, jak choćby pozostawienie szczeniaka w rozgrzanym samochodzie, inne ogromnie wzruszające, między innymi scena, w której psiak ostrzega rodzinę przed pożarem domu, a jeszcze inne zabawne, na przykład kiedy czworonóg w ironiczny, a zarazem śmieszny sposób wypowiada się na temat kotów i ich bezsensownej egzystencji. Książka jest szczera, dogłębnie poruszająca i do bólu prawdziwa! Już dawno nie czułam tylu wzruszeń!

Autorka wyraźnie zaznacza rolę psa w życiu człowieka. Podaje wiele przykładów, w których zwierzę wykonuje konkretne zadania – w jednym wcieleniu Bailey odrodził się jako pies policyjny. Wspaniale oddaje uczucia psa. Przypomina, że jest to istota czująca, myśląca i całkowicie uzależniona od człowieka. Przyszło mi nawet do głowy, że tego typu książki powinny być obowiązkowymi lekturami szkolnymi. Uczy empatii, szacunku do zwierząt i wyzwala mnóstwo pozytywnych emocji. Jest ciepła i sprawia dużo radości i uśmiechu. Cudownie było czytać o pięknej, czystej przyjaźni między psiakiem, a człowiekiem. Ponadto powieść jest dynamiczna, przyjemnie napisana - luźnym stylem. Czyta się ją bardzo szybko.

Lektura jest fantastycznie zakończona. I chociaż czytelnik z czasem domyśla się jakie – ostatnie, zadanie miał do wykonania czworonóg, to w tej książce nie jest to ważne. Najważniejszy jest tutaj przekaz, przypomnienie co tak naprawdę w życiu się liczy. Jestem strasznie emocjonalna. Płakałam jak bóbr w końcówce. Nie dlatego, że była smutna, ale dlatego, że była tak ujmująca! Wszystkie zebrane emocję wzięły w górę i wybuchły we mnie. Postanowiłam też, że będę częściej sięgać po tego typu literaturę. Ogromnie Was do niej zachęcam. Musicie ją przeczytać!

Tytuł: Był sobie pies
Autor: W. Bruce Cameron
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 15 lutego 2017
Gatunek: powieść obyczajowa, przygodowa
392 s.

Komentarze

  1. Książka, którą mam na uwadze. Kiedyś o niej pisał Ciacho i też ją zachwalam. A, że jestem psiarzem tak jak Ty, to kusi mnie bardzo. Chociaż to też nie moja literatura, to czuję, że i ja uronię przy niej łezkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przyjemna odskocznia. Na serio muszę od czasu do czasu sięgać po takie. To są całkiem inne emocje niż te, które przeżywam czytając horrory czy kryminały. Niezwykła.

      Usuń
  2. Ja początkowo sceptycznie podchodziłem, bo bałem się, że marketing zadziała i będzie z tego przesłodzone pitu-pitu. Ale książka w istocie jest świetna, czarująca i wciągająca. I dla każdego. Dziwi mnie tylko, że Ty po takim dopiero czasie sięgnęłaś, ale z pewnością sobie pomyślałaś sama 'dlaczego tak długo z tym zwlekałam'. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba głównie dlatego, że nawet jeśli jestem psiarzem to raczej nie gustuje w takiej literaturze, ale tu byłam miło zaskoczona :). Bardzo mi się podobała. I nawet Wydawnictwo Kobiece odezwało się czy nie zechciałabym zrecenzować kolejnej książki z tej serii :D

      Usuń
  3. Ja też płakałam jak bóbr za każdym razem jak psiak odchodził. Fantastyczna książka. Może w niektórych momentach infantylna, ale psiarze zrozumieją. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może dlatego, że narratorem jest pies :). Początkowo trochę byłam niepewna, ale im więcej stron za mną, tym zakochiwałam się bardziej :D.

      Usuń
    2. Dokładnie, takie fajne pieskie spojrzenie. :D
      Każdy kto ma psiaka mniej bądź bardziej wyobraża sobie, co się tam w tej główce dzieje. :D No i właśnie te rozkminy o kotach czy kaczuszkach. No miodzik. :D

      Usuń

Prześlij komentarz