"POLSKIE HIMALAJE" - Janusz Kurczab, Wojciech Fusek, Jerzy Porębski


Tak naprawdę mam mieszane uczucia co do tej pozycji literackiej. Oczywiście nie ma wątpliwości, że jest ogromną skarbnicą wiedzy i że autorzy włożyli w nią mnóstwo pracy, natomiast nie do końca przypadł mi do gustu sposób, w jaki została przekazana. Powiedziałabym, że jest to zarys historii polskich wypraw w góry najwyższe. Książka liczy niewiele ponad czterysta stron, więc nie należy się spodziewać arcydzieła. Nie ma w niej też większych emocji, wszystko opisane jest szybko, zwięźle, ale też bardzo konkretnie.

Jak już wspomniałam, publikacja opowiada o najważniejszych polskich wyprawach górskich. Pierwsze rozdziały mówią o narodzinach polskiego himalaizmu, a także wyjaśnieniu jak to się stało, że ludzie wypuścili się w góry. Na kolejnych kartkach znajduje się treść właściwa, a więc konkretne wejścia oraz osiągnięcia Polaków, podzielona na dwie części - wyprawy męskie i kobiece. Ostatnia część książki dotyczy polskich tragedii.

Podzielenie lektury na wejścia męskie i damskie sprawiło, że wkradł się delikatny mętlik. Kończąc pierwszą część na Andrzeju Bargielu i 2016 roku, w następnym rozdziale cofamy się do 1929 roku, rozpoczynając historię kobiecego wspinania. Myślę, że celem miało być uporządkowanie i podzielenie ogromu informacji, jednak ja miałam troszkę inne wyobrażenie o tym. Niektórym pewnie spodoba się taki podział, mnie nie do końca przekonał, bo mimo że pierwsza część dotyczyła mężczyzn, pojawiały się wzmianki o kobietach i na odwrót, przez co robił się lekki zamęt.

W książce pojawia się mnóstwo nazwisk, dat, nazw szczytów i krajów – nie jest to łatwa lektura i z pewnością nie czyta się ją na raz. O ile mam jakąś wiedzę o himalaistach działających w ostatnich latach, to o tych wszystkich, którzy zdobywali szczyty w latach 40. XX wieku nie wiem nic, dlatego o początkach polskiego himalaizmu czytało mi się dość ciężko. Faktem jest, że czytelnik dostaje ogrom informacji, w krótkim czasie, a każda z nich jest ciekawa i ważna. Wszystkie rozdziały są krótkie, parostronicowe, co było ułatwieniem w studiowaniu lektury.

Nie ukrywam, że momentami denerwowało mnie wspominanie zagranicznych wypraw. W niektórych sytuacjach było to uzasadnione, choćby wtedy gdy były to wyprawy łączone. Tymczasem były tu wspomnienia zagranicznych ekspedycji, które nie miały związku z polskimi. Uważam te wzmianki po prostu za zbędne, nie umniejszając osiągnięć zagranicznych. W tym wypadku dodatkowe nazwiska słynnych himalaistów innego pochodzenia sprawił, że miałam problem z zapamiętaniem i przyswojeniem jeszcze większej ilości ciekawostek.

Ogromnie natomiast podobały mi się krótkie relacje himalaistów, przytoczone w konkretnych rozdziałach. Świetnie się je czytało. Wtedy mogłam sobie ich wyobrazić, czułam emocje im towarzyszące. Plusem jest znajdujący się na końcu zbiór nazwisk niektórych wielkich wspinaczy i ich króciutkie biogramy oraz zbiór terminów wysokogórskich najczęściej pojawiających się w książce. Świetne jest też, niewskazane konkretnie, ale wydedukowane różnice w zdobywaniu szczytów kiedyś i dziś. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że dawniej himalaizm to była najprawdziwsza pasja, ukochanie gór, dzisiaj ta miłość trochę się zatarła.

W trakcie czytania naszła mnie też taka refleksja, że mimo iż wyprawa składa się czasami z kilkunastu osób, ludzie zapamiętują tylko nazwiska tych, którzy zdobyli szczyt. Sukces składa się nie tylko z osób, które weszły na wierzchołek, ale też wkład całej ekipy, bo przecież wszyscy biorą udział w zakładaniu obozów, torowaniu szlaków, poręczowaniu itp. Należy pamiętać, że o szczyt walczy cała wyprawa, nie jednostki, mimo że to właśnie one wchodzą najwyżej.

Polskie Himalaje polecam tylko miłośnikom gór. Jest tu mnóstwo ciekawostek, ogromna góra informacji na temat osiągnięć Polaków w zdobywaniu najwyższych wierzchołków na świecie. Były momenty zabawne – zrobienie zdjęcia półnagiemu himalaiście pozującemu tak na Gaszerbrumie II, niezwykłe – zdjęcia śladu stopy yeti zauważone podczas zimowej wyprawy na Lhotse, motywujące - Andrzej Heinrich, pseud. Zyga, zdobywa Czo Oju w wieku 48 lat, niesamowite – zdobycie dwóch szczytów  w odstępie 25 dni, oddalonych od siebie o 300 kilometrów przez Jurka Kukuczkę. Jestem pod wielkim wrażeniem wyczynów Polaków, podziwiam ich i jestem z nich strasznie dumna. To jest idealna lektura dla wielbicieli literatury górskiej!

Tytuł: Polskie Himalaje

Wydawnictwo: Agora
Data wydania: 28 listopada 2018
Gatunek: literatura górska, literatura faktu
360 s.

3 komentarze:

  1. Mimo, że Twoja recenzja nie jest bardzo pozytywna, to dla mnie będzie to obowiązkowa lektura. Interesuję się polskim himalaizmem i to jest bardzo dobra okazja, zebrać wszystko do kupy. Powiedz mi jeszcze, do jakich czasów opisane są wyprawy. Jest tragedia na Broad Peak? Mackiewicz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Ciebie będzie to dobra lektura. Ja cieszę się, że ją poznałam i mam, ale za naprawdę świetną jej nie uważam. Właśnie na Mackiewiczu się kończy - jest kilka zdań na ten temat :). Strasznie jestem ciekawa Twojej opinii o tej książce. Ja w następnej kolejności prawdopodobnie sięgnę po Nanga Parbat :)

      Usuń
    2. To rewelacja. Czyli jest zaktualizowana i obejmuje wszystkie najważniejsze wyprawy.

      Usuń

Copyright © UCIEKAJĄCE STRONY , Blogger