Przejdź do głównej zawartości

GDZIE ZALEGŁY CIENIE - Michael Ridpath [recenzja]


Gdzie zaległy cienie, Michaela Ridpatha to kolejna mało popularna książka, która czekała na mojej półce bardzo, bardzo długo. Z racji tego, że należy do powieści, o których nie jest zbyt głośno, moje podejście do niej było dość sceptyczne, ale koniec końców okazało się, że niepotrzebnie. Powieść okazała się całkiem niezła.

Detektyw Magnus Jonson ma zeznawać w procesie przeciwko skorumpowanym policjantom, którzy z kolei zrobią wszystko, aby nie trafić za kratki. Gangster Pedra Sota, główny dostawca kokainy i heroiny dla ulicznych gangów, boi się, że przekupni policjanci zaczną sypać, dlatego chcąc uchronić się od podejrzeń i więzienia, wydaje wyrok na Magnusa. Przełożony detektywa, dla jego bezpieczeństwa, oddelegowuje go na Islandię, aby tam pomógł miejscowej policji. Mężczyzna ma „szczęście”, ponieważ chwilę po dotarciu na miejsce okazuje się, że w letnim domku nad jeziorem znaleziono ciało. Magnus robi wszystko, aby odnaleźć mordercę.

Początek nie jest najlepszy. Odniosłam trochę wrażenie, że autor nie wiedział jak zacząć, a mimo wszystko chciał być w jakimś stopniu oryginalny, więc skonstruował zupełnie odrębny wątek dotyczący zeznań przeciwko skorumpowanym policjantom i ochronę detektywa poprzez wysłanie go do innego kraju. Ten wątek opisany jest na szybko – wszystko dzieje się w jednym, parostronicowym rozdziale, trochę chaotycznie i właściwie brzmi jak dobry sensacyjny film, wiecie… pościg, strzelanka, próba wyeliminowania świadka, ochrona świadka, ale nie jak dobra powieść. Przez chwilę miałam ochotę odłożyć lekturę, ale moja ciekawość została rozbudzona, no i zdążyłam przeczytać zaledwie kilkanaście stron, a nie chciałam jej skreślać tak szybko. Z czasem cieszyłam się, że tego nie zrobiłam, bo potem fabuła się rozkręca i wychodzi na plus. Przenosimy się do innego świata – na Islandię, co jest równoznaczne z poznaniem nowych bohaterów, tamtejszej policji, innego krajobrazu, klimatu. Autor wplata w fabułę drobne wzmianki na temat tamtejszych zwyczajów, tradycji czy pracy policji. I powiem Wam, że ja to kupiłam. Podobało mi się to.

Najciekawszym, najbardziej intrygującym jest wplecenie w treść tolkienowskiej legendy. Nie czytałam książek J.R.R. Tolkiena, ale oczywiście filmy widziałam. Nie jestem też jego wielką fanką, ale w tym wypadku połączenie morderstwa, islandzkich sag i manuskryptu, który był inspiracją twórczości słynnego, brytyjskiego pisarza stworzyło przyjemną, tajemniczą i wciągającą historię. Znajdziecie tutaj mnóstwo nawiązań do Władcy pierścieni. Włączenie w realny świat legend, to zdecydowanie największy atut tej książki. Poszukiwanie razem z bohaterami legendarnego pierścienia sprawiło mi niezłą frajdę. To mnie totalnie porwało! No i oczywiście rozwiązanie zagadki morderstwa – jak się okazuje niejednego, świetnie współgra ze wszystkim.

Oprócz śledztwa autor zarysował prywatne problemy głównego bohatera. Śmierć ojca, staczanie się matki i alkoholizm, brak zrozumienia ze strony dziadków – wszystko to stworzyło bolesne wspomnienia z dzieciństwa. W tym wypadku autor wykazał się brakiem oryginalności, typowy, książkowy glina z osobistymi problemami, ale ja przymknęłam na to oko, bo po pierwsze polubiłam tego bohatera, a po drugie byłam oczarowana islandzkimi sagami. Ponadto pojawia się też kobieta, a więc i romans. Pisarz nie rozczulał się nad tym zbytnio – według mnie bardzo dobrze, jest to po prostu fajny, subtelny dodatek.

Podsumowując, wszystkie wątki czyta się bardzo dobrze – książka jest dynamiczna, chociaż można by pomyśleć, że jak na jej średnią objętość – niecałe trzysta stron, dzieje się tu aż zanadto. Trochę to wszystko upchnięte, aczkolwiek ekscytujące, dlatego chętnie przeczytałabym bardziej rozwiniętą treść. Gdzie zaległy cienie nie należy do wybitnych powieści. Ten początek trochę mnie skołował, ale ostatecznie zaliczam ją do przyjemnych, emocjonujących lektur.

Tytuł: Gdzie zaległy cienie
Autor: Michael Ridpath
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 29 marca 2011
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
296 s.

Komentarze

  1. Chętnie to sprawdzę, zwłaszcza że nawiązanie do Tolkiena. Kojarzę tę książkę na swojej półce w prezencie od pewnej damy z Olkusza. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz