5. ŚLĄSKIE TARGI KSIĄŻKI [2019]


Targi, targi... i po targach. To już trzeci raz, kiedy miałam możliwość uczestniczenia w Śląskich Targach Książki. Pamiętam, jak z niecierpliwością na nie czekałam, a tu proszę, zleciało jak z bicza strzelił. To wydarzenie miało naprawdę duże plusy, ale były też sytuacje, którymi jestem mega zawiedziona, ale po kolei.

W tym roku Śląskie Targi Książki odbyły się dość późno, bo trwały od 6 do 8 grudnia. Jak co roku wydarzenie miało miejsce w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Ja mam to szczęście, że mieszkam dość niedaleko, zatem udało mi się być w dwa dni, sobotę i niedzielę, choć na hali spędziłam zaledwie pare godzin.

SOBOTA

W sobotę pojawiłam się na miejscu koło południa. I tu należą się brawa dla organizatorów, naprawdę ogromne, za to, że szatnie znajdowały się przed wejściem na właściwą salę. Nie było tłoku (albo ja miałam szczęście), aby oddać, a potem odebrać kurtkę, nie stałam dłużej niż 10 minut.

Dla kogoś, kto interesuje się powieściami kryminalnymi, ten dzień był idealny, ponieważ można było spotkać m.in. Jakuba Szamałka, Katarzynę Bondę, Roberta Małeckiego, Piotra Borlika, Przemysława Semczuka. Ja nie spotkałam się z żadnym z wymienionych pisarzy, choć początkowo polowałam na Przemka. W każdym razie płakać nie będę, bo z autorem na pewno się zobaczę jeszcze nie raz. 

Dodam również, że pojechałam z mocnym postanowieniem niekupowania książek. I prawie mi się to udało, bo kupiłam tylko jedną publikację, w dodatku obyczajowo-świąteczną, "Wigilijna przystań" Sylwii Trojanowskiej z Wydawnictwa Czwarta Strona. Raczej nie czytam tego typu książek, ale miałam ochotę na chwilowe oderwanie się od moich ulubionych. Swoją drogą jestem już po lekturze i okazała się ona strzałem w dziesiątkę! (recenzja).


Tego dnia spotkałam się ze świetnym kumplem, Kamilem (na poniższym zdjęciu stoi tyłem :D), który również bloguje (Świat Bibliofila), i którego poznałam trzy lata temu, właśnie w tym miejscu, a dokładnie w kolejce po autograf Katarzyny Bondy. Spotkania na tych targach to już nasza tradycja. Ponadto, całkiem spontanicznie spotkałam również Daniela, który też bloguje (lechita92), a którego poznałam na krakowskich targach książki w kolejce po autograf Remigiusza Mroza. Ludzie z kolejek są naprawdę najlepsi! :D


NIEDZIELA

W niedzielę natomiast pojechałam z konkretnym planem, na spotkanie z dziennikarzami Dariuszem Kortko i Marcinem Pietraszewskim, autorami biografii Krzysztofa Wielickiego, "Piekło mnie nie chciało", a przede wszystkim na spotkanie z bohaterem tej książki, Krzysiem Wielickim. Najpierw, na scenie głównej miała odbyć się rozmowa z wyżej wymienionymi, którą prowadził Jerzy Kisielewski, a potem himalaista miał podpisywać biografię. Jechałam taka podekscytowana, szczególnie że himalaistę poznałam osobiście dwa lata temu na Warszawskich Targach Książki i z miejsca zapałałam do Niego ogromną sympatią. I tutaj stało się coś strasznego...


Krzysztof, na którego tak czekałam, na rozmowę nie dotarł. Nie przyjechał wcale. Co tu ukrywać, byłam strasznie rozczarowana, w końcu dla niego tam pojechałam, niemniej wszyscy za jego nieobecność otrzymali małą rekompensatę. Podczas rozmowy Jerzego Kisielewskiego z autorami, na scenę wyszedł Leszek Cichy, nasz alpinista, który dołączył się do górskiej dyskusji. Przyjemnie było posłuchać o górach, o roli dziennikarzy, o nieobecnym Krzysztofie. Dyskutujący wspominali m.in. Tomka Mackiewicza, Maćka Berbekę oraz wyprawę na K2. Uwielbiam czytać górskie biografie, ale posłuchać na żywo... to jest coś! Gdyby nie Leszek Cichy, to zaliczyłabym ten dzień do niezbyt udanych. Od Wydawnictwa Agora dowiedziałam się, że nie mają kontaktu z Krzysiem i nie wiedzą, co się stało.


W tym dniu również kupiłam jedną książkę, "Trzy bieguny", od Wydawnictwa Znak. Fajnie było spotkać Leszka, który jest jej współautorem. Super, że miałam możliwość chwilę z nim porozmawiać. Słuchając rozmowy na scenie głównej, obserwując jego zachowanie, reakcje na pytania, niekoniecznie łatwe, poczułam do tego człowieka sentyment. Okazał się świetnym gościem, z dużym poczuciem humoru. Chciałabym móc częściej uczestniczyć w takich spotkaniach, z takimi ludźmi.


Podsumowując, to nie były targi, z których przyjechałam obładowana, na których gnałam od wydawnictwa do wydawnictwa i ustawiałam się w sznureczkach kolejek, ale jestem zadowolona. Śląskie Targi Książki okazały się spokojne, bez bólu kręgosłupa, bez szaleństwa, bez tłoku i to mi się bardzo podoba!



LINKI DO POPRZEDNICH EDYCJI:

3. ŚLĄSKIE TARGI KSIĄŻKI (2017)
2. ŚLĄSKIE TARGI KSIĄŻKI (2016)

7 komentarzy:

  1. Ja również nigdy nie wracam obładowana książkami ze Śląskich Targów (czy w ogóle jakichkolwiek targów), ale to nie zmienia faktu, że lubię się zapoznać z niektórymi nowościami wystawionymi na stoiskach. Jednak w formie online niektóre tytuły potrafią umknąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, przyjemnie było pospacerować po stoiskach, w sobotę nie było takiego ścisku, a i w niedzielę rano było przyjemnie, więc to na plus :)

      Usuń
  2. No niestety w tym roku najsłabiej. Dobrze, że Ty byłaś, bo inaczej to by mmie się mega dłużyło do tej Romy. Oby za rok było lepiej. Mimo wszystko zawsze jakieś zdobycze były i u mnie, i u Ciebie, wiec tragedii nie było. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha no za rok w tym samym miejscu :D. Było słabo jak dla mnie, ale ta niedziela mi trochę uratowała dzień i targi :D

      Usuń
    2. Szkoda, że z tym jednym autorem tak wyszło. Ale jak go kiedyś dorwiesz to najwyżej mu wygarniesz, ukręcisz jądra i może Cię weźmie na jakiś wypad w góry. :D

      Usuń
    3. Hahaha no jakbym mogła się dołączyć do Niego w górach to wybaczyłabym wszystko w jednej sekundzie :P

      Usuń

Copyright © UCIEKAJĄCE STRONY , Blogger